poker

strona 955
strona 965
strona 975
strona 985
strona 995
strona 1005
strona 1015
strona 1025
strona 1035


poker

czytasz strone nr 102


„Lubiczem – rzekła – jeden tylko nieboszczyk miał prawo rozrządzać
i majętność nie prędzej może być panu Kmicicowi odjęta, aż sądy na utratę gardła go skażą,
a co się tyczy mego zamążpójścia, nawet o tym nie wspominajcie. Za dużo mam w sobie boleści,
celeb poker żebym o czymś podobnym myśleć mogła... Tamtego z serca wyrzuciłam, a tego, choćby był
najgodniejszy, nie przywoźcie, bo wcale do niego nie wyjdę.”
Nie było co rzec na tak stanowczą odmowę i szlachta wróciła do domów wielce zmartwiona:
mniej zmartwił gratis poker się pan Wołodyjowski, a najmniej młode Gasztowtówny: Terka, Maryśka i Zonia.
Rosłe to były dziewczęta i rumiane, miały włosy jak len, oczy jak niezabudki, a plecy szerokie.
Pacunelki w ogóle słynęły z piękności; gdy szły kupą do kościoła, rzekłbyś: kwiaty poker na łące! A te
trzy były między pacunelkami najpiękniejsze; do tego stary Gasztowt i na edukację nie żałował.
Organista z Mitrunów nauczył je sztuki czytania, pieśni kościelnych, a najstarszą, Terkę, i gry na
lutni. Mając dobre serca, tkliwie opiekowały bambapoker się panem Wołodyjowskim, jedna starając się ubiec
drugą w czujności i staraniach. O Maryśce mówiono, że zakochana w młodym rycerzu; wszelako
nie było w tej gadaninie całej prawdy, gdyż wszystkie trzy, nie ona jedna, były na zabój zakochane.
On też poker lubił je bez miary, szczególniej Maryśkę i i onię, bo Terka na zdradliwość męską zbytnio
miała zwyczaj narzekać.
Nieraz, bywało, długimi wieczorami zimowymi stary Gasztowt podpiwszy krupniczkiem spać
idzie, a one z panem Wołodyjowskim siędą wedle konina; nieufna Terka kądziel przędzie, słodka
Marysia darciem kwapiu się zabawia, a Zonia nici z wrzecion na motki nawija.

strona 101 poprzednia strona
strona 103 kolejna strona

poker