poker

strona 81
strona 91
strona 101
strona 111
strona 121
strona 131
strona 141
strona 151
strona 161


poker

czytasz strone nr 111


Coraz więcej głosów powtarzało: „Kmicic w okolicy!” – ruch czynił się w zaścianku, światła
poczęły błyskać, rozległ się płacz kobiet, szczekanie psów. Na koniec, szlachta wysypała się na
drogę, po części konno, a w części pieszo. Nad gratis poker gromadą głów ludzkich połyskiwały w cieniu szable,
piki, rohatyny, a nawet i widły żelazne.
Pan Wołodyjowski rzucił okiem na oddział, wnet rozesłał kilkunastu w różne strony, a sam z
resztą ruszył naprzód.
Jezdni szli na czele, zasady pokera piesi za nimi, 1 ciągnęli ku Wołmontowiczom, by się z Butrymami połączyć.
Godzina była dziesiąta z wieczora, noc jasna, lubo księżyc jeszcze nie zeszedł. Ci ze szlachty,
których świeżo z wojny hetman wielki odesłał, zaraz zwarli się poker w szeregi; inni, mianowicie piesi,
szli mniej sprawnie, czyniąc brzęk bronią, gawędząc i ziewając głośno, a chwilami klnąc wrażego
Kmicica, który ich słodkiego wczasu pozbawił; tak doszli aż pod Wołrnontowicze, przed którymi
wysunął reguły pokera się ku nim zbrojny oddział.
– Stój! kto jedzie? – poczęły wołać głosy z owego oddziału.
– Gasztowtowie!
– My Butrymi, Domaszewicze już są.
– Kto u was dowodzi? – pytał pan Wołodyjowski.
– Józwa Beznogi, do usług pana pułkownika.
titan poker – Macie wieści?
– Do Lubicza ją porwał. Przeszli bagnami, by przez Wołmontowicze nie przechodzić.
– Do Lubicza? – pytał ze zdziwieniem pan Wołodyjowski. – Cóż on się tam myśli bronić? Przecie
Lubicz nie forteca?
– W siłę, widać, ufa. Ludzi przy nim ze dwieście! Pewnie też dostatki chce z Lubicza zabrać;
wozy mają ze sobą i koni luźnych kupę.

strona 110 poprzednia strona
strona 112 kolejna strona

poker