pokerczytasz strone nr 111
Coraz więcej głosów powtarzało: Kmicic w okolicy! ruch czynił się w zaścianku, światła
poczęły błyskać, rozległ się płacz kobiet, szczekanie psów. Na koniec, szlachta wysypała się na
drogę, po części konno, a w części pieszo. Nad gratis poker gromadą głów ludzkich połyskiwały w cieniu szable,
piki, rohatyny, a nawet i widły żelazne.
Pan Wołodyjowski rzucił okiem na oddział, wnet rozesłał kilkunastu w różne strony, a sam z
resztą ruszył naprzód.
Jezdni szli na czele, zasady pokera piesi za nimi, 1 ciągnęli ku Wołmontowiczom, by się z Butrymami połączyć.
Godzina była dziesiąta z wieczora, noc jasna, lubo księżyc jeszcze nie zeszedł. Ci ze szlachty,
których świeżo z wojny hetman wielki odesłał, zaraz zwarli się poker w szeregi; inni, mianowicie piesi,
szli mniej sprawnie, czyniąc brzęk bronią, gawędząc i ziewając głośno, a chwilami klnąc wrażego
Kmicica, który ich słodkiego wczasu pozbawił; tak doszli aż pod Wołrnontowicze, przed którymi
wysunął reguły pokera się ku nim zbrojny oddział.
Stój! kto jedzie? poczęły wołać głosy z owego oddziału.
Gasztowtowie!
My Butrymi, Domaszewicze już są.
Kto u was dowodzi? pytał pan Wołodyjowski.
Józwa Beznogi, do usług pana pułkownika.
titan poker Macie wieści?
Do Lubicza ją porwał. Przeszli bagnami, by przez Wołmontowicze nie przechodzić.
Do Lubicza? pytał ze zdziwieniem pan Wołodyjowski. Cóż on się tam myśli bronić? Przecie
Lubicz nie forteca?
W siłę, widać, ufa. Ludzi przy nim ze dwieście! Pewnie też dostatki chce z Lubicza zabrać;
wozy mają ze sobą i koni luźnych kupę.
strona 110 poprzednia strona strona 112 kolejna strona poker |