poker

strona 176
strona 186
strona 196
strona 206
strona 216
strona 226
strona 236
strona 246
strona 256


poker

czytasz strone nr 112


Musiał nie wiedzieć o powrocie naszym z wojska, bo
śmiało sobie poczyna.
– Dobra nasza! – rzekł pan Wołodyjowski. – To nam się nie wymknie. Strzelby ile u was?
– U nas, Butrymów, sztuk ze trzydzieści, u Domaszewiczów dwa razy reguły pokera tyle.
– Dobrze. Niech pięćdziesiąt ludzi ze strzelbami ruszy pod waszecią bronić przepraw na bagnach
żywo! Reszta pójdzie ze mną. O siekierach pamiętać!
– Wedle rozkazu!
Uczynił się ruch; mały oddział ruszył truchtem ku bagnom poker texas hold em pod Józwą Beznogim.
Tymczasem nadjechało kilkunastu Butrymów rozesłanych poprzednio do innej szlachty.
– Gościewiczów nie widać? – pytał pan Wołodyjowski.
– A! to wasza mość pan pułkownik!... Chwała Bogu! – zawołali nowo przybyli. poker texas hold em --– Gościewicze
idą już... słychać ich. przez las. Wasza mość wie, że do Lubicza ją porwał?
– Wiem. Niedaleko z nią zajedzie.
Rzeczywiście Kmicic nie obliczył jednego niebezpieczeństwa swej zuchwałej wyprawy; oto nie
wiedział, poker texas hold em że znaczne siły szlachty przybyły właśnie do domów. Sądził, że zaścianki są puste, jak
było za czasów jego pierwszego pobytu w Lubiczu; tymczasem teraz, licząc z Gościewiczami, bez
Stakjanów, którzy nie mogli przybyć na czas, pan texas holdem Wołodyjowski mógł wyprowadzić przeciw niemu
około trzystu szabel i to ludzi przywykłych do boju i wyćwiczonych.
Jakoż coraz więcej szlachty nadciągało do Wołmontowicz. Przyszli wreszcie i Gościewicze, za
którymi się dotąd oglądano. Pan Wołodyjowski sprawił oddział i aż mu serce rosło na widok
wprawy i łatwości, z jaką stanęli w ordynku.

strona 111 poprzednia strona
strona 113 kolejna strona

poker