pokerczytasz strone nr 132
A jeśli ona odpowie: Idźże waćpan na wojnę, mości żołnierzu, a po wojnie będziesz rok
do mnie jeździł i w ślepki mi patrzył, bo ja człowiekowi, którego nie znam, duszy i ciała od razu
nie oddam.
Wtedy wszystko przepadnie.
Że poker texas holdem przepadnie, czuł to pan Wołodyjowski doskonale; bo pominąwszy pannę, którą przez ten
czas inny wziąść może, nie był pan Wołodyjowski pewny własnej stałości. Sumienie mu to mówiło,
że w nim samym afekt zapalał się, bywało, tak jak słoma, poker ale i gasł jak słoma.
Wtedy wszystko przepadnie!... I kołatajże się dalej, żołnierzu-tułaczu, z obozu do obozu, z bitwy
na bitwę, bez dachu na świecie, bez duszy żywej bliskiej. Rozglądaj się po wojnie na cztery
strony świata, nie poker texas holdem wiedząc, gdzie głowę poza cekhauzem złożyć!
Ostatecznie pan Wołodyjowski nie wiedział, co czynić.
Ciasno mu się jakoś uczyniło w pacunelskim dworku i duszno, więc wziął czapkę, by wyjść trochę
na drogę i słońca majowego zażyć. W poker progu natknął się na jednego z ludzi Kmicicowych w
niewolę wziętych, któren staremu Pakoszowi przypadł w udziale. Kozak grzał się na słońcu i na
bandurze brzdąkał.
A co ty tu robisz? pytał pan Wołodyjowski.
Hraju, pane texas holdem odpowiedział Kozak podnosząc wynędzniałą twarz.
Skąd ty jesteś? pytał dalej pan Michał, kontent, że ma jakowąś w rozmyślaniach przerwę.
Z daleka, pane, spod Zwiahla.
Czemużeś to nie umknął jako reszta twoich towarzyszów? O, tacy synowie! Darowała was
szlachta życiem w Lubiczu, by mieć robociznę, a wyście zaraz poumykali, ledwie z was łyka zdjęto.
strona 131 poprzednia strona strona 133 kolejna strona poker |